S. Mobley

S. Mobley. Jego zbrodnia była tak odrażająca, że trudno było znaleźć jakiekol-wiek okoliczności łagodzące. Adwokaci, nie mając właściwie żadnych podstaw do apelacji, chwycili się ostatniej deski ratunku: zbadali historię rodziny. Większość jej członków, poczynając od pradziadka, miało konflikty z prawem, niektórzy bardzo poważne. Adwokaci odwołali się zatem do genetyki argumentując, że morderca nie kierował się w swych działaniach wolną wolą. Odziedziczył bowiem gen, który upośledził jego zdolność odróżniania dobra od zła i nieodwołalnie pchnął go do zbrodni, a zatem jeśli oskarżony cierpi na wadę wrodzoną, to diagnoza i odpowiednie leczenie mogą tę wadę usunąć. Apelacja zo- stała złożona, a mordercę umieszczono w Centrum Diagnostyki. Nie znamy dalszych jego losów, ale nie one przecież są tutaj najważniejsze.

Sprawa znalazła się na pierwszych stronach gazet całego świata, a w tytułach pisano o „genie zła”. W przemówieniach na sali sądowej – parafrazując – pojawiły się geny. Generalnie biorąc, koncepcja przestępstw uwarunkowanych genetycznie nie znalazła dotychczas akceptacji i to przynajmniej z kilku powodów. Po pierwsze, uczeni dotychczas nie zidentyfikowali takiego genu. Na tej konstatacji należy zatem poprzestać. Po drugie, jeśli skłonności przestępcze są uwarunkowane genetycznie, jaki sens ma odstraszanie czy kara? Zbrodnia popełniona przez kogoś o wrodzonych predyspozycjach zasługuje być może na mniejszą karę, ale może być też potraktowana surowiej, jako że istnieje obawa, iż pod- sądny popełni kolejne ciężkie przestępstwa. Tak zatem „gen zła” – nawet jeżeli istnieje – nie powinien pojawiać się w argumentacji na sali sądowej. Nie oznacza to jednak, że z tych sal należy wyprowadzić również genetykę. Prawo coraz częściej posługuje się genetyką, a badania tzw. „genetycznych odcisków palców” to już rutyna.

Leave a Reply